|
|
jednej chwili jak wryci na widokb ktory uderzyl ich oczy.olOto na niewielkiej skaleb lezacej w samym srodku dos? szerokiego w tym miejscu wawozub lezal lew.olDzielilo ich od niego najwyzej sto krokow. Potezny zwierz ujrzawszy jezdzcow i konie podniosl sie na przednie lapy i poczal na nich patrze?. Nisko stojace juz slo?ce oswiecalo jego ogromna gloweb kudlate piersi i w tym czerwonym blasku podobny byl do jednego z takich sfinksowb jakie zdobia wejscia do starozytnych swiaty? egipskich.olKonie jely przysiada? na zadachb kreci? sie i cofa?. Zdumieni i przerazeni jezdzcy nie wiedzielib co pocza?b wiec z ust do ust przelatywaly tylko trwozne i bezradne slowa: „Allache Bismillache Allach akbare”olA krol puszczy patrzal na nich z goryb nieruchomyb jakby odlany z brazu. Gebhr i Chamis slyszeli od kupcow przybywajacych z koscia sloniowa i guma z Sudanu do Egiptub ze lwy klada sie czasem na drodze karawanb ktore wobec tego musza po prostu zbacz |